RSS
czwartek, 29 listopada 2012
zasypuje nas
I nawet szablon do kompletu zmienlam. Co z tego wyjdzie, zobaczymy, na termometrze plus trzy, ale w weekend ma sie ochlodzic.

To wszystko w sam raz by pasowalo do naszego trzydniowego jarmarku adwentowego, ktory ma potrwac od piatku do niedzieli, miejski ryneczek juz jest zastawiony drewnianymi budkami i ciekawi nas, jak to bedzie wygladac :) W Ingolstadt tez juz wszystko gotowe i chyba dzisiaj wieczorem oficjalne otwarcie. Troche juz tych jarmarkow adwentowych zaliczylismy, miasta niemieckie konkuruja miedzy soba, ktory najladniejszy i w sumie nie wiadomo :) W kazdym razie w telewizji zawsze pokazuja otwarcie tego w Norymberdze, najstarszego (a na nim jest zawsze stoisko z Krakowa, miasta partnerskiego...).

W sobote ma przyjechac tesc z Lena (bratanica meza), w sumie na krotko, ale ciekawy jest naszego domu. My przed Swietami nigdzie na dluzej nie pojedziemy, bo maz ma w dwa kolejne piatki imprezy swiateczne w pracy. Za to w tym roku pojedziemy na Boze Narodzenie do Polski, bo Wigilia wypada w poniedzialek. Pozniej chcemy sie urwac we dwoje na dwa-trzy dni (Gdansk? Sopot?), wrocic przed Sylwestrem i po Nowym Roku pojechac z powrotem do Niemiec. Dzieci nie moga sie doczekac, ja tez, choc pewnie wpadniemy w sam srodek swiatecznych przygotowan. Maz nie jest do tego przyzwyczajony, bo w jego pastorskim domu zawsze ktos musial przygotowywac nabozenstwo i na kolacje byly kielbaski i puree ziemniaczane... Tym bardziej cieszy sie wiec na wieczerze wigilijna ;) W zeszlym roku Wigilie spedzalismy u jego brata, wesolo bylo :D Nawet barszcz ugotowalam (wedlug przepisu z White Plate i moj tata pochwalil, bo zawiozlam mu w butelce...)

Z tym barszczem to w ogole bylo sporo roboty, moj szwagier chcial sie wykazac i kupil wczesniej buraczki... ugotowane i zapakowane prozniowo :D Potem oblecial supermarkety, w jednym wreszcie je znalazl, ale nie byl pewien, wiec zrobil zdjecie i przy okazji sprawdzil w internecie... Na szczescie to bylo to :DDD Pozniej obaj panowie zabrali Johannesa i poszli kupowac ryby. Na stoisku byl taki wybor, ze zwatpili i oczywiscie zadzwonili do mnie... Karpiem nie chcialam ich uszczesliwiac, stanelo troche nietypowo na sandaczu. Mielismy problem z iloscia, bo z dziecmi nigdy nie wiadomo, a zona szwagra oznajmila, ze ona ryb w ogole nie jada. Pozniej okazalo sie, ze kupili za malo, bo wszyscy jedli i chwalili ;) Pierogow juz nie lepilam, tylko zrobilam paszteciki z ciasta francuskiego z kapusta i grzybami i w sumie wyszla taka troche nietypowa Wigilia ;)
09:41, wanda_28
Link Komentarze (190) »
niedziela, 25 listopada 2012
niedzielny poranek...
Zadzwonilam do rodzicow, zeby spytac, jak sie wczorajsza impreza imieninowo-urodzinowa udala...

W trakcie imprezy wlamano sie do domu mojego brata. Zlodzieje szukali pieniedzy, znalezli tylko te, ktore moja bratanica dostala na urodziny, bizuterie bratowej i obraczke brata. Caly dom przewrocili do gory nogami, wyrzucili wszystko z szafi szuflad, nawet piwnice zdemolowali.

Najbardziej zal mi Natalki, ktora wpadla w histerie i usilowala sie dowiedziec, czy nie skradziono jej pluszakow. Pewnie teraz bedzie bala sie spac sama :/ No i z tego wszystkiego w sumie obraczki szkoda, bo przerobiona ze slubnej obraczki naszego taty.

Sasiad przezywa to wszystko, bo nic nie zauwazyl, w sumie to nie byl pozny wieczor, kolo 18-19. Policjanci powiedzieli, ze czasem zlodzieje w takich przypadkach potrafia wszystko zdemolowac, meble, sprzet, lazienki, widocznie sie spieszyli :/ Ech :( A taki ladny dzien dzisiaj...
12:58, wanda_28
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 listopada 2012
tym razem niedoceniona ;)
Bardzo lubie piec (choc az tak czesto tego nie robie), ta czynnosc mnie odstresowuje i w nowej, choc niewielkiej kuchni, akurat mam miejsce na polozenie stolnicy czy ustawienie miksera. Wczoraj mnie znowu natchnelo, chcialam zrobic muffinki tak na szybko, ale nie mialam oczywiscie maslanki. Na szczescie znalazlam ciekawy przepis, gdzie mozna wykorzystac na spod francuskie ciasto (mialam w lodowce), do tego trzeba pokroic dwie gruszki (mialam w piwnicy) i zrobic kruszonke jak na ciasto drozdzowe. Zaglebienia w blasze do muffinow wyklada sie ciastem francuskim, na to gruszki wymieszane z polowa kruszonki i reszte kruszonki na wierzch. Piec pol godziny i juz :)

Zadowolona z siebie poczestowalam dzieci, Zosia zjadla entuzjastycznie, Filip...

- Mama, gruszki sa dobre, ale to pod spodem i to na wierzchu nie...

No coz, zawsze pozostaje tradycyjny, pocciwy murzynek...

A mnie tam smakowalo, bo lubie ciasto francuskie, ciasta z owocami i wszelkie chrupiace. Za sernikiem nie przepadam (co dziwi wszystkich bez wyjatku - ale upiec potrafie), torty jem w drodze wyjatku (no, bezowy, mmm), a wszelkie suche ciasta mnie zalamuja. Maz za to jada wszystkie ;)
09:19, wanda_28
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 listopada 2012
Brommba mnie ustrzelila...
...wiec juz udzielam odpowiedzi ;)

1. Sushi czy "wloszczyzna"?

Wloszczyzna, zwlaszcza we Wloszech;) A w niedziele bylismy u miejscowego Wlocha, podano mi paste z truflami, ktora zajechala w wydrazonym, ogromnym serze i trufle pani starla bezposrednio na makaron :)

2. Poezja czy proza?

Proza!

3. Miasto czy wies?

Pochodze ze wsi, mieszkam w miasteczku, do wielkiego miasta sie nie nadaje, wiec chyba wypada porsodku...

4. Muzyka, czy film?

Raczej muzyka.

5. Filozofia czy ekonomia?

Filozofia, jako zem humanistka z wyksztalcenia :)

6. Czy jest cos, o co chcialabys mnie zapytac, a nie masz odwagi?

Musialabym sie dobrze zastanowic :)

7. Kalendarz w reku, czy zycie "na zywiol"?

Tu tez jestem gdzies posrodku...

8. Czy sa tajemnice, ktorych nie zdradzilas nikomu?

Tak :)

9. Czy jestes zazdrosna, czy nie znasz tego uczucia?

Jestem, jak chyba kazdy, ale mysle, ze bez przesady.

10. Ktora swoja ceche cenisz najbardziej, a ktorej sie wstydzisz?

Chyba to, ze umiem wysluchac, z drugiej strony jestem malo przebojowa.

11. Czy jestes szczesliwa?

Prywatnie tak, zawodowo nie...

Nie wiem, czy wymysle jakies pytania, pomysle nad tym ;) Bromm, idzies grac w Lotto???

09:16, wanda_28
Link Komentarze (2) »
poczulam sie doceniona ;)
Mlody rozdarl zeszloroczny szalik, inny zostawil w autobusie, najnowszego nie zdazylam wyprac, bo to 100% welna i troche podgryza. Znalazlam inny, stary, ale Filip sie skrzywil:

- Ja wole te, ktore ty robisz! - i poszedl do szkoly w tym gryzacym :)

Zrobilam mu taki, ciemnoniebieski:

http://www.ravelry.com/patterns/library/christians-scarf

Co najlepsze, gdyby ten szalik nie byl w dzieciowym rozmiarze, ukradlby go moj slubny, ktoremu bardzo spodobal sie ten wzor w kratke. Dostalam wiec zamowienie na jasnoszary, do czarnej kurtki. Choc mnie wczesniej zdenerwowal, bo moje zeszloroczne dzielo z mieciutkiej alpaki tez rozdarl i to tak, ze ledwo dalam rade zreperowac :/ Trzyma sie na slowo honoru i wyglada nieszczegolnie. Ach, te chlopy!
09:00, wanda_28
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 listopada 2012
utknelam w Polsce Piastow...

"Korona sniegu i krwi" Elzbiety Cherezinskiej odczekala troche na polce, ta siedemsetstronicowa cegla na pewno nie nadaje sie do noszenia w torbie, nawet na wygodnej kanapie  z czasem zaczynaja bolec kolana od jej ciezaru ;) Warto jednak troche pocierpiec, lektura jest naprawde wspaniala. Zreszta zawsze mialam slabosc do powiesci historycznych i narzekalam wielokrotnie, ze polskich jest stanowczo za malo (klasykow pomijajac). Jest przeciez tyle powiesci francuskich (Maurice Druon! polecam!), niemieckich (Andrea Schacht, nietlumaczona na polski, Rebecca Gable, choc ona o historii Anglii pisze), angielskich... No dobrze, pisza Wollny, Lysiak i Sapkowski i bardzo sie ciesze, ze pani Cherezinska dolaczyla do tego grona, wydajac najpierw "Gre w kosci", a niedawno "Korone..."

Wdawac sie w streszczanie nie bede, watkow w tej powiesci jest mnostwo, tak jak i potomkow Piasta ;) Wszystko koncentruje sie wokol wielkopolskiego ksiecia Przemysla, pozniejszego krola Przemysla II i calej historii odbudowy Polski jako krolestwa. Pojawia sie tu miedzy innymi Wladyslaw Lokietek, niepozorny ksiaze kujawski, jeden z wielu i wlasciwie ogolnie lekcewazony - a nieslusznie. Czesto nawet chichralam sobie pod nosem i malzonek patrzyl z zazdroscia, bo on lubi powiesci dziejace sie w sredniowieczu, a przez ta nie ma szans przebrnac, bo po polsku. Teraz czai sie na nowego Folleta, bedzie mial lekture na Swieta. A! teraz skojarzylam, ze wyszlo po niemiecku "Narrenturm"...

A "Korona..." jest teraz w miekkiej oprawie, choc nadal ponad 700 stron. Ale polecam, polecam, polecam!!!

Dzisiaj wieczorem na czytanie sie nie zanosi, bo od paru tygodni ogladam druga edycje "Voice of Germany" i wsiaklam ;) Za to moge przy tym robic na drutach, chocby to: http://www.ravelry.com/patterns/library/stockholm-scarf

09:12, wanda_28
Link Komentarze (8) »
czwartek, 08 listopada 2012
wyniki
Do naszej kliniki to niemal wpadlismy i wypadlismy, nie liczac dosc paskudnej jazdy przez miasto. Na miejscu akurat nie dzialo sie duzo, choc to akurat trudno przewidziec, bywalo tak, ze nie mielismy gdzie usiasc.

Serce mi sie tylko scisnelo, bo na zabiegu - chyba transfuzji krwi, nie chcialam gapic sie na te wszystkie pojemniki - byla dziewczynka moze szescioletnia ze swoim tata, zupelnie bez wlosow, brwi i rzes. Zosia nawet przy najciezszej chemii miala na glowie blond meszek i rzesy jej tylko troche sie przerzedzily. Nawet w ktoryms momencie pokazala palcem na te dziewczynke i z komentarzem - po polsku - "a dlaczego ten chlopiec jest lysy?". Przypomnialam jej po cichu, ze ona tez tak kiedys wygladala, bo niektore mocne lekarstwa tak dzialaja...

Na szczescie w tym momencie przyszla pielegniarka do pobrania krwi, Zoska jak to Zoska zaraz wystawila palec i widzac, ze dziewczynka patrzy na nia, zagadala " a ja tez kiedys nie mialam wlosow, a teraz juz mam!". Pielegniarka tez jeszcze cos na ten temat od siebie dodala. Moze to byla jakas drobna pociecha dla tej dziewczynki...

A Zosia ma wyniki w porzadku, lekarz powiedzial nam, ze dzieci z bialaczka moga nawet byc dluzej przeziebione niz te zdrowe, wiec nie powinnismy sie martwic - wiec wiadomo, dlaczego to ostatnie wloklo sie trzy tygodnie.

Dzieki za mile slowa :)
09:08, wanda_28
Link Komentarze (12) »
przypadkowe zakupy...
...sa najlepsze. Wrocilismy z Monachium i pojechalismy do IN, do centrum handlowego po obiecane korki (tzn. profesjonalne buty pilkarskie ;)) dla Mlodego. Zamiast tego maz kupil sobie garnitur, a ja zimowy plaszcz - no, prawie taki, jak chcialam, dlugi do kolan, ladnie dopasowany i nawet dosc cieply - jak na welniany. Tylko ze byly same czarne no i te guziki troche za mocno swieca. Ale obaj panowie mnie przekonali ;)

W Zarze ogladalam jeszcze to (jasnoszare), moze trafie na wyprzedazy... http://www.zara.com/webapp/wcs/stores/servlet/product/de/de/zara-W2012/269183/826408/DAUNENJACKE%20MIT%20KAPUZE

A Filip obiecanych butow nie dostal z prozaicznego powodu - byly same duze, najmniejsze w rozmiarze 33, a on potrzebowal 32. Pan w sklepie wyjasnil, ze nowa dostawa bedzie gdzies w lutym, bo teraz sprzedaja sie glownie buty do gry w hali. Maz zamowil mu w koncu buty w internecie, bo trenerzy sa zdania, ze jesli nie pada i nie mrozi zbytnio, to niech dzieci graja na boisku. A dzieci nie protestuja ;)
08:54, wanda_28
Link Komentarze (3) »
środa, 07 listopada 2012
kontrola
Natchnienia brak.

Pogoda pod zdechlym Azorkiem.

A Zoska ma dzisiaj kwartalna kontrole w Monachium, ktora opoznila sie przez te wlokace sie przeziebienia. Mloda nadal troche nosem pociaga, ale pewnie pociagac bedzie do konca sezonu :/ No to jedziemy po poludniu.

A propos Monachium, mojej mamie to miasto juz bedzie sie na wieki wiekow amen zle kojarzyc, bo jezdzila tam tylko albo do Zoski do szpitala, albo do mnie do szpitala... Kiedys przy rodzinnych odwiedzinach planowalismy sobotni wyjazd, to zbuntowala sie i powiedziala, ze ona do Mü nie chce i juz. Pojechalismy do Norymbergi :) (a ja sie pare lat temu zdziwilam, ze to partnerskie miasto Krakowa).

Oby wszystko dobrze poszlo...
09:49, wanda_28
Link Komentarze (5) »
piątek, 26 października 2012
dwanascie roz na dziewiata rocznice
24 pazdziernika 2003 bralismy slub cywilny, nawet bez swiadkow, bo tu ich obecnosc nie jest potrzebna. Przyjechali moi rodzice, brat, siostra, tesciowie z Anna, cala uroczystosc potrwala dziesiec minut, pozniej napilismy sie szampana i pojechalismy na obiad do restauracji. Pogoda byla piekna i sloneczna (tak jak wtedy, gdy rodzili sie Filip i Zosia, a w dniu slubu koscielnego to w ogole byl upal :D).

Teraz ta rocznica zwykle nam umyka, bo trzy dni wczesniej obchodzi urodziny Filip, rozciagniete przewaznie na klika dni (a teraz jeszcze tesciowa ma go zabrac w nastepny weekend do sklepu i kupic mu prawdziwe korkotrampki do gry w pilke...). Maz zdazyl kupic po drodze roze w supermarkecie, pakowane po dwanascie sztuk, stad ta niepasujaca liczba ;) W zeszlym roku faktycznie bylo osiem:DDD
09:15, wanda_28
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
Zakładki:
Lubię czytać
Czytam
Dla Reiwsz
Gotowanie
Ksiazki
Podroze
Polska - Niemcy
Robotki
Tego slucham
Tu jesteśmy
Welny